La Liste Goncourt : le choix polonais 2009

Paczka najnowszej prozy francuskojęzycznej zawitała właśnie do Instytutu Filologii Romańskiej w związku z polską nagrodą Goncourtów, którą przyznawać będą studenci filologii francuskiej z całej Polski. Tak prezentują się nominowani:

Edem Awumey Les pieds sales
Sorj Chalandon La légende de nos pères
Daniel Cordier Alias Caracalla
David Foenkinos La Délicatesse
Eric Fottorino L’homme qui m’aimait tout bas
Jean-Michel Guenassia Guenassia Le club des incorrigibles optimistes
Yannick Haenel Jan Karsky
Justine Lévy Mauvaise fille
Laurent Mauvignier Des hommes
Serge Mestre La lumière et l’oubli
Marie Ndiaye Trois femmes puissantes
Véronique Ovaldé Ce que je sais de Vera Candida
Jean-Philippe Toussaint La vérité sur Marie
Delphine de Vigan Les heures souterraines

Przeczytanie 14 powieści w nieco ponad miesiąc to prawdziwy literacki maraton – ale jakże satysfakcjonujący!

Delphine de Vigan Les Heures souterraines – Książka typowo miejska, mocno współczesna, zakorzeniona w rzeczywistości. Gdy myślę o tym, by napisać streszczenie fabuły (opis losu dwóch Paryżan, kobiety i mężczyzny, ich żywotów równoległych), jawi mi się ona wtedy jako banalna. Przedstawienie problemu wydaje mi się być istotniejsze niż jej przytaczanie. Głównym wątkiem powieści jest samotność, zagubienie wśród innych istnień, które w tym miejście nie potrafią się odnaleźć, zapętlenie w wirze egzystencji (chce się aż dodać – pozbawionej sensu) i jej problemów, zupełna dehumanizacja. Z tym problemem zestawiona jest reakcja bohaterów – cisza, pozycja defensywna, niemoc. Bohaterowie nie potrafią przezwyciężyć bólu nagromadzonego wewnątrz nich, ani zrzucić ciężaru, którego nie są już w stanie unieść. Mimo to, nie umieją zwrócić się o pomoc do innego człowieka. Gorzki wydźwięk ma jedna z ostatnich scen w tej książce, kiedy bohaterowie, którzy mogliby się rozumieć, mogliby sobie wzajemnie pomóc mijają się. Brakuje im spontaniczności, energii, miłości do życia. A może tym cierpieniem nie sposób się podzielić?

Edem Awumey  Les pieds sales – Historia z tych intrygujących i zagmatwanych, bardzo ludzkich. Znów pojawia się Paryż, miejskość, tylko tym razem, uchwycona z zupełnie innej strony – jest mirażem schronienia, miejscem, gdzie się błądzi, lecz które jest tak samo bezwzględne, brutalne i pełne przemocy. To (o)powieść o wędrówce, ludziach bez swojego miejsca na ziemi, ciągle poszukujących i ciągle obcych. Jak można znaleźć swoje miejsce, zapominając lub nie znając swoich korzeni? Askia poszukuje ojca – rzecz niesłychana, z tego względu, że ciągle dostaje sygnały o jego istnieniu, a jednak odnalezienie go jest niemożliwe. Nawet zdjęcia z jego wizerunkiem przepadają. Przeszłość jest zatem złudzeniem, a teraźniejszość, której brutalności trzeba się poddać jest niesłychanie rzeczywista.

Justine Lévy Mauviase fille – Cóż…nie lada problem sprawia mi ta książka. Sama koncepcja konstrukcji jest w miarę interesująca. Główna bohaterka, Louise, dowiaduje się, że zostanie matką w momencie, gdy jej matka umiera. Mamy więc do czynienia z przemianą pokolenia. Pojawiają się więc refleksje na temat roli matki i roli córki, wzajemnego prozumienia, a raczej jego braku, ale są one wyrażone w specyficzny sposób. Louise zdaje się ona wpisywać w stereotypowy obraz współeczesnego egoisty, wtłoczonego w ramy społeczne, lecz wypełniającego obowiązki z dziwnej konieczności. Jedną z nielicznych zalet tej powieści jest humor.

Daniel Cordier Alias Caracalla – Książka ta, to wspaniałe świadectwo czasów II wojny światowej, ukazująca ona ówczesne nastroje, poglądy, sposób postrzegania świata, hierarchię wartości. Pozycja interesująca zwłaszcza po względem postrzegania historii przez pryzmat zwykłego człowieka, uczestnika wydarzeń. Zresztą, mając świadomość, że historycy każdego kraju, podkreślają to, co jest ważne zwłaszcza z ich perspektywy, uważam, że lektura ta jest z tego punktu widzenia interesująca. Niemniej jednak zupełnie nie rozumiem, dlaczego ta książka (bo to chyba nie jest powieść…) figuruje na liście Goncourtów.

Jean-Philippe Toussaint La Vérité sur Marie – Męcząca lektura, bardzo nierówna, kilka dobrych momentów wplecionych jest w ogólną szarzyznę. Za dobre momenty uważam fragmenty z rozszalałymi końmi – metaforyczne odzwierciedlenie emocji głównych bohaterów. Są to momenty wyraziste i znaczące. Cała reszta jest bezbarwna, nie wzbudza żadnych emocji.

Jean-Michel Guenassia Le Club des incorrigibles optimistes – Nie wiem czemu, ale lubię takie właśnie chłopięce narracje. Pozwalają one na wgląd w istotę świata z perspektywy kogoś, wolnego jeszcze od uprzedzeń. Poza tym pełne są one wybornych żartów, a wszystkie ważne czy nowe sytuacje opisane są z powagą, ale zupełnie szczerze. Nadaje to szczególnej lekkości, ale i pewnej doniosłości lekturze. Dojrzewanie to nie tylko splot międzyludzkich problemów, to także kwestia zmierzenia się z całym światem – z komunizmem czy z wojną w Algierii. Dorastanie ma jednak i swoje przyjemniejsze strony – literaturę, muzykę czy…piłkarzyki.

Véronique Ovaldé Ce que je sais de Vera Candida – Książka bardzo Marquezowa, lecz jednocześnie bardzo kobieca. Skojerzenie z Marquezem wydaje mi się nieuniknione przez usytowanie powieści Ameryce Południonej (choć nie jest to wyrażone wprost), wśród nieznośnego gorąca, wśród dzikości dżungli i przez sposób snucia opowieści – historii rodziny, w którą wplatają się wydarzenia nieprawdopodobne, czasem magiczne. Powieść jest kobieca nie tylko dlatego, że wyszła spod ręki kobiety, ale przede wszystkim z powodu wnikliwej obserwacji kobiecości. W tej powieści, jak w życiu przeplatają się dramaty i radości, a także ujawniają się niedopowiedzenia, których, jak się okazuje w ostatecznym rozrachunku, nie można ignorować.

Marie NDiaye Trois femmes puissantes – Trudno ocenia się książkę, która zdobyła nagrodę. Książka spodobała mi się, ale nie mogę stwierdzić, że jest ona niezwykła. Opowiadania, z których się składa są bez wątpienia zgrabnie skonstruowane. Same historie też są interesujące, przedstawiają ważne problemy, często obce zachodnimu człowiekowi, co jest ich dodatkowym walorem. Rzeczą, która przesądza o moim stosunku do tej książki, jest owa tytułowa siła – zupełnie bowiem nie rozumiem jej apoteozy. Tak przedstawiona siła, nie musi być czymś nadzwyczajnym. To tylko umiejętność stawiania czoła życiu, nie wynikająca z żadnych niezwykłych zdolności czy głęokich przekonań, lecz po prostu z instynktu samozachowawczego.

David Foenkinos La Délicatesse – Wśród innych pozycji na liście, to istna słodycz i przyjemność lektury (mimo, że są w tej historii momenty niekoniecznie przyjemne). Wspaniała zabawa językiem, genialne wtręty, lekkość stylu. Opowieść o miłości (jednej jedynej), a potem i o innej. Miniaturowe studium ludzkich emocji i sposobów istnienia. Jej czar i urok są niezaprzeczalne, choć jej prostota je nieco podkopuje.

 

Leave a Comment

Filed under Uncategorized

Dodaj komentarz